W witrynie Polonia dla Polonii
2 marca 2012 r.
Bolesław Łucki

W witrynie internetowej Polskiej Agencji Prasowej Polonia dla Polonii ukazały się ostatnio dwie wypowiedzi, do których chciałbym się ustosunkować. Z góry zastrzegam, że czynię to nie dlatego żeby kogoś krytykować, albo dawać upust swoim frustracjom, tylko po to, by spojrzeć na poruszane kwestie z nieco innej strony.
O rozdzielaniu pieniędzy
W budżecie polskiego państwa, na rok 2012, przewidziano, jak co roku, pewną ilość pieniędzy dla Polonii. W tym roku jednak demokratycznie wybrany Sejm zdecydował, że 65.5 mln zł na współpracę z Polonią i Polakami za granicą zostanie przeniesione z Kancelarii Senatu do MSZ.
W uzasadnieniu tego posunięcia podano następujący argument: opieka nad Polonią jest zadaniem przypisanym ministrowi spraw zagranicznych - chodzi o to, aby zadanie to można było wykonać. W tej chwili pieniądze są wydawane przez Senat bez podstawy prawnej. Senat wykonywał tę rolę kiedy trzeba było odbudować zaufanie Polonii do instytucji wolnej Polski i to zadanie zostało wykonane. MSZ będzie realizował strategię współpracy z Polonią realizując to, o co zabiegały kolejne rządy.
Abstrahując od faktu, iż Polonia w znakomitej większości nie ma udziału w budowie polskiego budżetu, jako że odprowadza ona podatki do budżetów państw swojego zamieszkania, wydaje się, że dobra wola polskiego państwa, które asygnuje milionowe kwoty na pomoc i współpracę z Polonią, winna być doceniona bez tzw. szemrania.
Jeżeli Polonia miałaby tu coś do powiedzenia, to sugerowałbym raczej skupienie się na kwestiach kryteriów przyznawania takiej pomocy przez MSZ i mechanizmach sterujących przepływem funduszy z MSZ do beneficjenta.
W końcu nie powinno być ważne kto, imiennie, daruje pieniądze, tylko to, by były one rozprowadzane według klarownego i jawnego klucza oraz to, by w każdym przypadku trafiały w całości do adresata.
Oczywistą oczywistością wydaje się, że każdy beneficjent winien rozliczyć się z darowanej mu kwoty.
O dziegciu w miodzie
W Toronto odbyła się impreza. Goście z Polski przyjechali. Wystąpili na scenie, potem spotkali się z Polonią i pojechali z powrotem do domu.
Pani Bonikowska z torontońskiej Gazety pyta dlaczego w polskich mediach nie napisano o imprezie, w domyśle, w taki sposób, w jaki odebrali ją widzowie. Przecież kilka zdań jednak napisano, a że dla niektórych to za mało i niedokładnie tak, jak by chcieli to widzieć odbiorcy programu? No cóż. Widocznie taka była ich percepcja sytuacji, w której się znaleźli.
Opisane przez nich okoliczności wizyty w Toronto nie zostały wszak wymyślone. Takie były ich doświadczenia.
Mówią, że łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu i to święta racja. Czy w naszym przypadku to jest łyżka dziegciu w miodzie, czy łyżka miodu w dziegciu, pozostaje kwestią do dyskusji. Statystyki wskazywałyby raczej na to drugie.
Preferencje Polonii kanadyjskiej (i amerykańskiej też), wyrażane tak w sondażach, jak i przy każdym głosowaniu, są dość klarowne. W zdecydowanej większości Polonia na tym kontynencie popiera siły kwestionujące dzisiejszą polską suwerenność i stawiające pod znakiem zapytania wartość zmian jakie zaszły w naszym rodzinnym kraju w ostatnim dwudziestoleciu.
Może więc byłoby lepiej gdyby popracować nad oczyszczeniem miodu z dziegciu raczej niż pielęgnować uraz do kogoś, kto nie zasmakował w naszym miodzie, bo trafił akurat na tę, większą czy mniejszą, porcję dziegciu.