Śladami polskich pionierów w Manitobie

19 maja 2012 r.

Bolesław Łucki

    
W polskim muzeum "Ogniwo" przy 1417 Main St. w Winnipegu odbywa się wystawa fotografii kościołów polskich z kolekcji Lecha Gałęzowskiego. Ekspozycję przygotowali Lech i Grażyna Gałęzowscy. Kościół był jednym z najważniejszych elementów polskiego osadnictwa w Manitobie i jak się okazuje, w niektórych przypadkach jedynym budynkiem, który przetrwał do współczesnych nam czasów. Wystawa będzie trwała do 2 czerwca br.

Komentarze | Dodaj

Spokoju, rozwagi i wyrozumiałości

12 maja 2012 r.

Bolesław Łucki


"Polityka" - termin, który przychodzi do głowy, gdy myśli się o działalności państwa. W obecnych czasach nikt jednak naprawdę nie wie czym jest polityka. Każdy ma swoją definicję. A na początku sprawa była taka prosta.

Arystotelesowskie uprawianie polityki miało służyć wspólnemu interesowi ogółu mieszkańców państwa i wszystko było jasne. Z czasem jednak problemów i myślicieli przybywa. Zmieniają się epoki i zwyczaje. Normy, kody i przepisy regulują coraz więcej dziedzin życia, a politycy rozwijają arsenał broni do walki o swoje wpływy. Maleje znaczenie słów szlachetność, prawość, moralność, etyka, a do politycznej codzienności wkraczają manipulacja, obłuda, krętactwo i cynizm.

Dziś przyznaje się bez ogródek, że termin "polityka" można interpretować dowolnie, w zależności od szkoły, którą się reprezentuje. W praktyce oznacza to, ni mniej ni więcej: wszystkie chwyty dozwolone. I tym właśnie, już od dłuższego czasu, popisuje się polska polityka. Z relacji między rządem i opozycją zniknęło pojęcie wspólnego dobra, a winno ono, ponoć, być w centrum uwagi wszelkiej maści polityków.

Wczorajsze głosowanie ustawy o przedłużeniu wieku emerytalnego, z czym, nota bene, wszyscy się zgadzają, obnażyło najgorsze strony polskiej polityki.

Bijatyki reprezentantów narodu w Sejmie, dookoła niego i w mediach przypominają bardziej podjazdowe wojny różnych nacji walczących o to samo terytorium, niż działalność polityczną dla zapewnienia harmonijnego rozwoju państwa.

Sztuka politycznej manipulacji osiągnęła w Polsce tak wysoki poziom, że dla obserwatora z zewnątrz polska scena polityczna znów zaczyna wyglądać groteskowo. Tym razem, z uwagi na ogólnoświatowy pełzający kryzys gospodarczy, groteskowość ma zabarwienie dość ponure.

Ludzie oceniający tę sytuację bez zacietrzewienia, są pełni obaw o przyszłość. I nie ma się co dziwić. W końcu kto może spokojnie mieszkać w kraju, w którym egzekwowanie najróżniejszych swobód i wolności jest posunięte do takiego absurdu, że biją się już one nawet między sobą!

Jeżeli przyjąć, że tak zachowujący się sejm jest reprezentacją narodu, bo jakżeby inaczej, to jak tzw. zagranica możne ocenić taki naród? Czyż trzeba kolejnej tragedii, bo tylko one zdają się jednoczyć naród, by Polacy znowu poczuli jedność?

Dziś, z oficjalną trzydniową wizytą, na zaproszenie Premiera Kanady, przybywa do nas polski Premier Donald Tusk. Kongres Polonii Kanadyjskiej podaje, że, obok oficjalnych rozmów, w planach wizyty ujęte jest też spotkanie z przedstawicielami prawie milionowej diaspory polskiej. Jaki przebieg będzie miało to spotkanie? Nie wiem, ale mam nadzieję, że ujawniona wczoraj w sejmie zapiekłość nie przeniesie się do Kanady i wizyta Premiera przebiegnie w spokojnej atmosferze. Wszystkim nam tego trzeba. Spokoju, rozwagi i wyrozumiałości.

Dream on(?).

Komentarze (1) | Dodaj

Miłoszowi też było Czesław

1 maja 2012 r.

Bolesław Łucki


Kiedy to było? Dokładnie nie pomnę. Z pewnością przed bardzo wieloma laty. Namiętnie wtedy czytywałem książki Stanisława Lema. I z tamtych szczenięcych lat, za sprawą redaktora witryny Polonia dla Polonii, wyłoniło się wspomnienie zbioru przedmów sławnego pisarza. Mistrz w pewnej chwili musiał uznać, iż nie ma w literaturze nic lepszego niż prolog i opublikował zbiór swoich wstępów do nieistniejących dzieł.

Naprawdę nie wiem ile prawdy jest w tym, co przed chwilą napisałem, bo pamięć już nie ta, co przed nieomal półwieczem... a wszystko przez redaktora Czesława. A właściwie przez jego literackie talenta. Bo przecież on nie tylko redaguje polonijny magazyn internetowy, krążący gdzieś w międzykontynentalnej cyberprzestrzeni, ale i pisze bardzo zgrabne wprowadzenia do przeważnie mniej zgrabnych opracowań "korespondentów" PdP. A ci, dzielą się z nim, a za jego pośrednictwem z rzeszą polskojęzycznych internautów, nie tylko informacjami na konkretne tematy związane z życiem polonijnego światka, ale i swoimi przemyśleniami i opiniami na najrozmaitsze tematy, przeważnie związane w jakiś sposób z Polską, czy ogólniej, z polskością.

Odredakcyjne glosy pana Czesława mają najróżniejszy charakter. Od tych najprostszych, gdy korespondencja jest klarowna i, poza podaniem nazwiska autora, nie wymaga ona żadnego komentarza, po lingwistyczne mini dziełka przygotowujące czytelnika na mądrości, czy głupoty, wypisywane w publikowanym tekście.

Czasem wstępy pana Czesława mają charakter nieco zaczepny, żeby nie powiedzieć prowokacyjny. Redakcja, mając do dyspozycji artykuły literacko, bądźmy szczerzy, z dolnej półki, uatrakcyjnia czytelnikom pobyt w swojej witrynie prowokując autorów do polemik. Coś się wtedy dzieje i byłoby nawet całkiem fajnie, gdyby autorzy ograniczali się do wymiany poglądów na prezentowane tematy i nie atakowali siebie nawzajem.

Jestem przekonany, że, dbając o swoją reputację, redakcja odsiewa część nadsyłanych tekstów nienadających się do publikacji z najróżniejszych względów, ale z uwagi na niewielką liczebność korpusu "korespondentów" PdP, na łamy portalu przedzierają się czasem takie knoty, że tylko błyskotliwy komentarz wstępny może złagodzić niesmak po takiej lekturze. Dzięki mu za to!

Szkoda tylko, że te glosy giną gdzieś w czeluściach papowskiej cyberprzestrzeni. Może byłoby dobrze, gdyby, wzorem mistrza Stanisława, zebrać je wszystkie do kupy i opublikować w jednym opracowaniu? Ale to byłaby uczta!

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy...

15 kwietnia 2012 r.

Bolesław Łucki

Dziś wystąpiliśmy z półgodzinnym programem w dolnej sali kościoła św. Ducha w Winnipegu, gdzie, na okoliczność Wielkanocy, odbył się tradycyjny parafialny święcony. Dziękujemy za zaproszenie.

Komentarze | Dodaj

Maggie8181 - YouTube Cooperation

12 kwietnia 2012 r.

Bolesław Łucki

Od dwóch miesięcy współpracuję z Maggie8181 z Polski! Basistka, entuzjastka Paula McCartneya. Ma bardzo dobre ucho. Gramy razem z Beatlesami!!! Niżej dwie próbki naszej kooperacji. Może ktoś by chciał do nas dołączyć. Brakuje George'a i Ringa...

Komentarze | Dodaj

Wschód słońca

11 kwietnia 2012 r.

Bolesław Łucki


gdzieś w szpargałach znalazłem swój stary wiersz...

Wschód słońca

Oblane chłodem
Nieprzespanej nocy
Drętwe myśli toną sennie
W granacie ołowianego nieba

Nieczuły księżyc łyska cyniczną twarzą
Zza krawędzi osrebrzonej chmury
Goniąc zimnym spojrzeniem
Spłoszone strzępy drżącego mroku

Bicie martwego serca odmierza
Wieczność dzielącą mnie
Od różanego brzasku
Rozlanego tuż za horyzontem

Noc pierzcha okrakiem
Na cienkich pasemkach mgły gonionej
Przy ziemi niewidoczną jeszcze
Czułością pozłacanej jutrzni

Jakiś ptak oznajmił już
Radośnie koniec koszmaru
Czując nadchodzącą błogość
Nabrzmiałego weselem dnia

I wreszcie pszennowłose słońce
Moje życie, mój cel, moja miłość
Zalało złotą pożogą świat
Wypełniło pustkę nocy

Przykryło ciepłym kobiercem
Skostniałe chłodem nocy serce
I odbiło tysiącem promieni
Od martwych już źrenic

Winnipeg, 3 marca 2001 r.

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy...

4 kwietnia 2012 r.

Bolesław Łucki

    
Foto: Gladys Kulas

Dzisiejszy występ w Tache Centre. To już drugi w tym roku występ w tym miejscu. Poprzednio wystąpiliśmy w Day Centre. Tym razem udostępniono nam audytorium - sala była wypełniona po brzegi i jak nas zapewniali słuchacze - uwaga, uwaga!!! - to był najlepszy występ jaki kiedykolwiek zdarzył się na tej scenie! Mam nadzieję, że to nie była zwykła kurtuazja. Dziękujemy za zaproszenie i... do zobaczenia wkrótce!

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy...

28 marca 2012 r.

Bolesław Łucki

    
Foto: Gladys Kulas

Dzisiejszy występ w Devonshire House II

Pierwsze wykonanie naszej własnej piosenki "You're Draining Me Dry".
Słowa: Jenny Bibik, Muzyka: ja.

Komentarze (1) | Dodaj

Jak to w Ameryce

22 marca 2012 r.

Bolesław Łucki


Ludzie!

Co to się porobiło!!!

Amerykańskie doktory próbują zobaczyć świat z perspektywy chłopka-roztropka!!!

Patrzą, analizują i po doktorsku (a jakżeby inaczej) ciągle widzą kredyty, giełdy, procenty, kryzysy, a one dla chłopka-roztropka są pustymi terminami.

Dla niego liczy się mamona. Jak ją ma, to wydaje. Ja nie ma, to szuka roboty.

Komu potrzebne są inżynierskie, doktorskie czy nawet profesorskie analizy jeżeli prowadzą donikąd?

Stany Zjednoczone stawiają się światu za przykład do naśladowania. To przecież tu jest "wolny" świat. Najwyżej(?) rozwinięta demokracja. Wszystko jest najlepsze, największe, najwspanialsze. I co? Gdzie są te wspaniałości?

Reszta świata ma dążyć do amerykańskich ideałów? Naprawdę?

Chłopek-roztropek (szczególnie gdy głodny) ma je gdzieś. Ale takich jak on, w Ameryce, jak na lekarstwo.

Gdyby Ameryka chciała się kierować roztropnością chłopka, to nie byłoby żadnego kryzysu.

Gdyby chciała... ale przecież nie chce. W końcu gdyby chciała, to by tak robiła. Jest przecież demokracja. I różne wolności. Ponoć najwspanialsze na świecie. Naprawdę? To dlaczego nie owocują one chłopską roztropnością? Może po prostu taka jest Ameryka? Jak znajdzie się ktoś roztropny, to przeciwko niemu staje armia tych-co-wiedzą-lepiej?

Przykłady?

Ot, choćby niedawne stanowisko zarządu KPA w sprawie Smoleńska i telewizji Trwam. Bardzo roztropne - uznające prawo niezależnego i demokratycznego państwa polskiego i jego instytucji do samostanowienia o swoich wewnętrznych sprawach. Czy coś w tym złego? Niemądrego? Nieroztropnego? Na pewno nie. Wprost przeciwnie.

Dlaczego więc Amerykanie podnoszą larum, gdy w wolnym kraju, polski organ konstytucyjny podejmuje decyzje? Że co? Że nie są one dla Amerykanów do zaakceptowania? Naprawdę?

Ech!

Za dużo w Ameryce prezesów i dyrektorów, doktorów i profesorów, a za mało dyplomowanych chłopków-roztropków.

Komentarze | Dodaj

W witrynie Polonia dla Polonii

2 marca 2012 r.

Bolesław Łucki


W witrynie internetowej Polskiej Agencji Prasowej Polonia dla Polonii ukazały się ostatnio dwie wypowiedzi, do których chciałbym się ustosunkować. Z góry zastrzegam, że czynię to nie dlatego żeby kogoś krytykować, albo dawać upust swoim frustracjom, tylko po to, by spojrzeć na poruszane kwestie z nieco innej strony.

O rozdzielaniu pieniędzy

W budżecie polskiego państwa, na rok 2012, przewidziano, jak co roku, pewną ilość pieniędzy dla Polonii. W tym roku jednak demokratycznie wybrany Sejm zdecydował, że 65.5 mln zł na współpracę z Polonią i Polakami za granicą zostanie przeniesione z Kancelarii Senatu do MSZ.

W uzasadnieniu tego posunięcia podano następujący argument: opieka nad Polonią jest zadaniem przypisanym ministrowi spraw zagranicznych - chodzi o to, aby zadanie to można było wykonać. W tej chwili pieniądze są wydawane przez Senat bez podstawy prawnej. Senat wykonywał tę rolę kiedy trzeba było odbudować zaufanie Polonii do instytucji wolnej Polski i to zadanie zostało wykonane. MSZ będzie realizował strategię współpracy z Polonią realizując to, o co zabiegały kolejne rządy.

Abstrahując od faktu, iż Polonia w znakomitej większości nie ma udziału w budowie polskiego budżetu, jako że odprowadza ona podatki do budżetów państw swojego zamieszkania, wydaje się, że dobra wola polskiego państwa, które asygnuje milionowe kwoty na pomoc i współpracę z Polonią, winna być doceniona bez tzw. szemrania.

Jeżeli Polonia miałaby tu coś do powiedzenia, to sugerowałbym raczej skupienie się na kwestiach kryteriów przyznawania takiej pomocy przez MSZ i mechanizmach sterujących przepływem funduszy z MSZ do beneficjenta.

W końcu nie powinno być ważne kto, imiennie, daruje pieniądze, tylko to, by były one rozprowadzane według klarownego i jawnego klucza oraz to, by w każdym przypadku trafiały w całości do adresata.

Oczywistą oczywistością wydaje się, że każdy beneficjent winien rozliczyć się z darowanej mu kwoty.

O dziegciu w miodzie

W Toronto odbyła się impreza. Goście z Polski przyjechali. Wystąpili na scenie, potem spotkali się z Polonią i pojechali z powrotem do domu.

Pani Bonikowska z torontońskiej Gazety pyta dlaczego w polskich mediach nie napisano o imprezie, w domyśle, w taki sposób, w jaki odebrali ją widzowie. Przecież kilka zdań jednak napisano, a że dla niektórych to za mało i niedokładnie tak, jak by chcieli to widzieć odbiorcy programu? No cóż. Widocznie taka była ich percepcja sytuacji, w której się znaleźli.

Opisane przez nich okoliczności wizyty w Toronto nie zostały wszak wymyślone. Takie były ich doświadczenia.

Mówią, że łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu i to święta racja. Czy w naszym przypadku to jest łyżka dziegciu w miodzie, czy łyżka miodu w dziegciu, pozostaje kwestią do dyskusji. Statystyki wskazywałyby raczej na to drugie.

Preferencje Polonii kanadyjskiej (i amerykańskiej też), wyrażane tak w sondażach, jak i przy każdym głosowaniu, są dość klarowne. W zdecydowanej większości Polonia na tym kontynencie popiera siły kwestionujące dzisiejszą polską suwerenność i stawiające pod znakiem zapytania wartość zmian jakie zaszły w naszym rodzinnym kraju w ostatnim dwudziestoleciu.

Może więc byłoby lepiej gdyby popracować nad oczyszczeniem miodu z dziegciu raczej niż pielęgnować uraz do kogoś, kto nie zasmakował w naszym miodzie, bo trafił akurat na tę, większą czy mniejszą, porcję dziegciu.

Komentarze (1) | Dodaj